Japanburger. Tak można grzeszyć

Podobno przeciętny Amerykanin zjada średnio trzy burgery tygodniowo. To daje w Stanach rocznie tyle hamburgerów, że gdyby położyć je jeden obok drugiego okrążyłyby kulę ziemską aż 32 razy.

Najdroższy burger świata został zlicytowany na aukcji dobroczynnej i kosztował 10tyś$. Był doprawiony truflami i płatkami 24-karatowego złota.

Burgery królują również w Bangladeszu, na Węgrzech i w Indonezji.

W Polsce także są bardzo popularne, ja jednak wolę zdecydowanie wersję slow food od fast foodowej.

Burger Slow food to własnoręcznie sadzone warzywa, samodzielnie przygotowane bułki i sosy również własnej produkcji. Nie ma tu miejsca na chemię i konserwanty, za to królują składniki najwyższej jakości, wyselekcjonowane w gąszczu produktów spożywczych.

Takie propozycje burgerów znalazłam w książce BurgerDream i idąc za wskazówkami autorów, odwiedziłam Streat Slow Food. Jestem pod wrażeniem. Bułki bez spulchniaczy i tym podobnych trucizn, domowe sosy, organiczna wołowina.

Jeśli grzeszyć to właśnie tak.

Do Amerykańskich rekordów mi daleko, ale na wynos wzięłam.

Tym bardziej, że nie mogłam się zdecydować. Panowie eksperymentalnie i odważnie mieszają smaki. To kusi każdego posiadacza duszy odkrywcy.

W książce jest masę ciekawych pomysłów do domowego przygotowania. Przykuwające uwagę nazwy np. Jaglanka Punch, Struś Pędziwiatr, Pulled Goose.

Mój faworyt to Gojira Kaiju.

Ponieważ ma wschodnie “korzenie” sięgające do lat dziecięcych jednego z autorów.

Ale też sam przepis to iście wschodni klimat.

Podoba mi się też bardzo czarna buła, która jak przypuszczam, jest również inspirowana wschodnimi pomysłami. W Japonii bułka barwiona węglem drzewnym z bambusa i keczup z dodatkiem atramentu kałamarnicy jest hitem.

Kuroburger w aktualnej wersji ma już wszystkie barwione na czarno składniki łącznie z serem i sosem. W wersji książkowej czarne jest tylko pieczywo, za to reszta składników to uczta kulinarna: dorsz, łosoś i ośmiornica w pomarańczach z masą zdrowych przypraw.

Ciekawostka : burgera, który kosztuje 5830 PLN zjeść można w jednej londyńskich knajp, w dzielnicy Chelsea.

Glamburger, bo tak nazywa się ta kanapka składa się z wołowiny Kobe, najdroższej na świecie, cena około 400 złotych za 300 gram, mięsa homara amerykańskiego i sera brie z truflami perygordzkimi.

Poza wymienionymi już składnikami do przyrządzenia “Glamburgera” używa się również irańskiego szafranu, czarnego kawioru i kaczego jaja, wędzonego w hikorowym dymie. Wszystko zwieńcza bułka pokryta płatkami złota…Podobno to prawie 3000 kcal.

Glamburger jest zdecydowanie nie na moją kieszeń, a nawet gdyby był, wolałabym wykupić dożywotni karnet w Streat Slow Food. Bo znacznie zdrowiej i taniej.

🍀Aga to ja🍀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

20 − 11 =

Do góry strony
%d bloggers like this: